wtorek, 21 kwietnia 2015

Chłopiec, który pokochał nie tego co trzeba... Rozdział 5

5.

  Nico nie spodziewał się happy end’ u. W ogóle się nie zdziwił. Ale zależało mu tylko na jednym.
-Percy proszę… Nie urywaj ze mną kontaktu. Nie zniosę …- nie dokończył, ponieważ przerwał mu Percy.
-Jak ty to zrobiłeś? Jak udało ci się to ukrywać przez tyle lat? -zapytał zdziwiony.
  Syna Hadesa zatkało. Nie spodziewał się, że Percy będzie chciał  z nim rozmawiać. A co dopiero mu  współczuć.
-No wiesz trochę trudno było… Właściwie to, w ogóle nie przebywałem z ludźmi…
-Ale nadal mnie… no wiesz no, czy może ta dziewczyna, z którą cały czas rozmawiasz… No wiesz jesteś z nią?- zapytał zmieszany.
Nico się wzdrygnął. „Kurde, to naprawdę tak wygląda?” -zapytał sam siebie.
  Jednak nie dokończyli dyskusji.  Ktoś na zewnątrz krzyknął. A następnie paręnaście osób krzyczało.
-Leż i nie waż mi się ruszać z miejsca! -nakazał Percy’emu, po czym wybiegł.
Nie mógł uwierzyć w to co właśnie zobaczył. W obozie szalał Minotaur. Zabił już… nie ważne ile osób zabił. Trzeba było ocalić resztę obozu(zwłaszcza Percy’ ego oczywiście). Ruszył na bestie i zaatakował ją swoim mieczem… ale Minotaur był jakby nietknięty. Mimo to dalej zadawał mu ciosy… na próżno. Po parunastu minutach Minotaur wytrącił miecz z ręki Nica. Już potwór miał zabić syna Hadesa, gdy nagle w głowę wbił mu ktoś miecz. Bardzo dobrze znał ten miecz. BARDZO dobrze znał tego kogoś.
-Percy…- wyszeptał.
  Bestia zmieniła się w pył, a Percy upadł na ziemię. Nico od razu do niego podbiegł. Widać było, że Percy powoli traci przytomność. Syn Posejdona ledwo trzymał się przy życiu, jednak powiedział:
-Wszystko będzie…- zakasłał- dobrze…
  Następnie Percy zapadł w sen, sen z którego może nie wyjdzie.



  Percy odzyskał świadomość, ale nic nie widział. Był sam w ciemności. Nie czuł nic, nie mógł poruszyć nawet palcem. Wiedział co to oznacza, zapadł w śpiączkę. Nie chciał w to wierzyć. Przeklinał wszystkich bogów. Chociaż to mogło mieć fatalne skutki. Tak bardzo chciał się obudzić, tak bardzo chciał żyć. Nagle zaczął słyszeć. Usłyszał szepty, szlochy i pomruki.
-Czy on z tego wyjdzie? -zapytała pewna kobieta.
  Znał ten głos. To była jego mama. W tym momencie wszystko sobie przypomniał- niebieskie naleśniki, wojnę z tytanami, ogólnie wszystko.
-Nie wiemy- powiedział Will.- Na pięćdziesiąt procent nas słyszy, ale przy jego stanie… może to być mało prawdopodobne.
  W tym momencie Percy chciał otworzyć oczy. W umyśle bił pięściami w ściany, które powstrzymywały go przed przebudzeniem.
-Ale czy ktoś od Morfeusza nie może „wejść” do niego podczas snu- odezwała się ta przeklęta Annabeth.
-To tak nie działa-powiedział ktoś-Można tak tylko zrobić, jeśli ktoś wpadnie w normalny sen, a nie w taki co podtrzymuje życie i jest sztuczny.
  Percy uważnie przysłuchiwał się rozmową.
-Chejronie, dlaczego Minotaur wdarł się do naszego obozu-zapytał Frank.
-Uranos powstaje… Wszystkie boskie bariery słabną…
  I w tym momencie zapadła cisza, ustały szepty…
-Nadchodzi zagrożenie… Rachel powiesz nam przepowiednie-poprosił Chejron.
-Pan niebios powstanie,
Nic i wszystko zarazem się stanie,
Przyszłość ludzkości dobrze nie wróży,
Bogom nawet nie służy,
Dziecię Hermesa, Posejdona i Hadesa spróbują świat ocalić,
Los przyszłości spróbują obalić,
Lecz świat po wielu życia latach, pustką się stanie,
Nic nie przetrwa, tylko ciche łkanie.
  Następnie zapadła głucha cisza.



  Miały dni, tygodnie, a Percy nadal się nie obudził. Nico prawie cały czas przy nim siedział. Prawie nie spał i nie jadł. Od czasu do czasu Nancy przynosiła mu coś do zjedzenia i dotrzymywała mu towarzystwa.
  Pewnego dnia Nancy przyszła wyraźnie zaniepokojona i zmartwiona. Usiadła obok Nica i przez chwilę wpatrywała się w Percy’ ego. Syn Hadesa dostrzegł nawet łzy w oczach Nancy.
-Co się stało?- zapytał.
Pomyślał nawet, że może ją uznano, albo, że bardzo przejmuję się swoim nieokreślonym pochodzeniem.
-To… coś strasznego Nico. Za dziesięć minut mają go odłączyć. Miałam Ci powiedzieć, że masz teraz czas, się z nim pożegnać. Will zbadał go, podobno jego mózg nie wykazuje żadnych oznak życia. Przykro mi. Naprawdę.
  Po czym wyszła. Nico nie mógł uwierzyć w to co właśnie usłyszał. Uniósł rękę i zakrył usta tłumiąc szloch. Następnie z jego oczu popłynęły strugi łez. Złapał rękę Pery’ ego. Była zimna jak lód.
-Percy, ty musisz żyć!! Pamiętasz? Obiecałeś! Obiecałeś, że wszystko będzie dobrze!!!-krzyczał.
  Płakał cały czas, jak dziecko. Uniósł dłoń Percy’ ego i przyłożył do swojego policzka.
-Percy, błagam. Masz już mało czasu. Ocknij się! Masz żyć! -szlochał-Percy ty MASZ żyć.
  Następnie puścił jego rękę i oparł głowę na jego torsie.
-Ja cię kocham! Ja bez ciebie nie mogę żyć!
  Percy słuchał próśb z żalem. Mocniej kopał ścianę dzielącą jego od rzeczywistości. Tak bardzo chciał żyć, tak bardzo chciał zobaczyć jeszcze jeden uśmiech przyjaciela. Chciał płakać, chciał krzyczeć. A od życia dzieliła go jakaś cholerna ściana!!!
  Niestety po chwili wszedł Chejron.
-Nico- powiedział ze łzami w oczach- Przepraszam ale musimy. Żyjący heros już dawno by się obudził.
   Jednak syn Hadesa nie pozwalał i cały czas odpychał osoby chcące wyłączyć maszynę.
-Nie!- wrzasnął-Ja nie pozwolę!!!

-Czekajcie-powiedział cicho Will- Spójrzcie na Percy’ ego.

piątek, 17 kwietnia 2015

Chłopiec, który pokochał nie tego co trzeba... Rozdział 4

Bardzo wszystkich przepraszam, ale uszkodzenie mojego komputera znikło dzięki informatykowi  zza płotu. 



  Dobrze proszę państwa- powiedział do tłumu Leo- Dziękujemy za tą troskę ale Percy nic nie pamięta, więc dziewczyny wychodzimy, bo raczej go w tym stanie nie poderwiecie, a panowie raczej nie zyskacie kumpla i nie staniecie się popularni w obozie. Tak więc dziękujemy, wychodzimy.
Wszyscy obozowicze wyszli, pozostawiając przyjaciół i Percy’ ego samych. Nikt nie wierzył w to co właśnie się stało. Jedynie Annabeth i Nico nie czuli jedynie smutku, rozgoryczenia, żalu…
   Annabeth się wręcz cieszyła, będzie mogła znów odzyskać Percy’ ego. „Przecież on się nie dowie”- pomyślała Annabeth.
  Nico był smutny. Czuł jednak ulgę wiedząc, że Percy nie pamięta tego co się stało.
  Głuchą ciszę przerwało wejście Will’ a z domku Apolla.
-Co się dokładnie stało?- zapytał wpatrując się w syna Posejdona.
-Nico przy tym był-powiedziała Piper.
  Syn Hadesa czuł się lekko zmieszany. Niektórzy mogli pomyśleć, że to on walnął go konarem w głowę… Jednak odrzucił tą myśl, ponieważ był zbyt chudy, by tak ktoś pomyślał.
-Percy wysłał do mnie Iryfon’ a…- zatrzymał się i popatrzył na Annabeth wzrokiem, dzięki któremu od razu zrozumiała, że Nico wie o wszystkim.- Nagle runęła na niego gałąź, a ja przeniosłem się na miejsce cieniem…
  Will pokiwał głową, po czym zbadał Percy’ ego.
-Mmm… Jest gorzej niż się spodziewałem. Percy ma uszkodzony pewien płat mózgu, który steruję pamięcią. Pamięć odzyska… lub nie… Ale to nie wszystko, może zajść w śpiączkę… Musi leżeć… Przede wszystkim LEŻEĆ i się nie ruszać. Jeśli wykona zbyt gwałtowne ruchy, krwiak w jego mózgu może pęknąć powodując wylew.-wziął głęboki oddech po czym mówił dalej.- Musicie go karmić… Właściwie to pomagać mu we wszystkim.
  Wszyscy stali nieruchomo. Frank a miał szeroko otwarte usta, a Rachel pociągnęła nosem. Nico’ wi napłynęły łzy do oczu… Szybko jednak zamrugał by uciekły.
-Ja już was pożegnam-powiedział Will.- Życzę zdrowia Percy.
  Po jego wyjściu Jason wstał i zaczął mówić:
-Musimy ustalić dyżury przy Percy’ m. Jest nas… Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem… Ośmioro. Wychodzi na to, że każdy będzie musiał, tu siedzieć tutaj przez trzy godziny każdego dnia. Kto idzie na pierwszą wartę?
-Ja-powiedzieli jednocześnie Annabeth i Nico.
  Po chwili w pokoju zapadła cisza. Nico zarumienił się. Jednak krępującą ciszę przerwał Percy.
-Eeeee dobra, STOP. Wy mi sikać też będziecie pomagać? –zapytał zdenerwowany.
-Na to wygląda-odpowiedziała Hazel.- Annabeth, Nico… Nie obrazicie się jeśli to jednak ja przejmę wartę?
  Oboje pokiwali przecząco głową.
-Dobra za trzy godziny ja przychodzę-powiedziała do Nica Annabeth z odrobiną gniewu.
  Gdy wszyscy wyszli, Hazel opowiedziała dosłownie wszystko Percy’ emu(prócz incydentu z Nico i Annabeth).
-Czyli ta blondynka to moja dziewczyna?- zapytał.
-Tak… to znaczy nie… Zerwałeś z nią wczoraj tuż przed wypadkiem, dlatego bo … Myślę, że jednak sami to ustalicie.


  -Nico zaczekaj- Annabeth krzyknęła do niego po wyjściu od Percy’ego.
Syn Hadesa nie miał pojęcia o co jej chodzi.
-Słuchaj… ja wiem co zdarzyło się po imprezie… Ty też wiesz dlaczego Percy mnie zostawił. Zawrzemy układ? Nikt z nas nie powie tajemnicy drugiej strony. W ten sposób mamy równe… -przerwała by wziąć głębszy oddech-szanse.
Nica zamurowało. Nie wiedział czy mówi ona na serio czy nie. Ale najbardziej dziwiło go to, że Annabeth zgadza się na „walkę” o syna Posejdona. Mimo wszystko postanowił zgodzić się na taki układ.
  Nagle ktoś krzyknął:
-Jakaś nowa przyjechała!
Nico czym prędzej pobiegł w stronę, z której dobiegał głos. Aż dziwne ale za, każdym razem gdy przyjeżdżał nowy obozowicz, miał nadzieję, że to jego rodzeństwo… Kochał Hazel ale wiedział, że nie jest do końca jego przyrodnią siostrą. Niby rzymska, a grecka forma ale Nico czuł tą różnicę.
  Syn Hadesa bardzo zdziwił się gdy zobaczył nowego przybysza. Była to dziewczyna, która miała mniej-więcej czternaście lat. Była całkiem wysoka i odrobinkę pękata, ale bardzo ładna. Pod ramię trzymała satyra, który nie miał jednej ręki.
   Ubrana była w obszarpane ubrania, a cała umorusana była ziemią. Jej włosy przypominały w barwie mleczną czekoladę. Jednak oczy dziewczyny go przeraziły… Były prawie takie same, jak u Percy’ ego. Może bardziej niebieskie. Po policzkach spływały jej łzy…
  -Will! -krzyknął ktoś z doku Nemezis- Zajmij się Alex’ Em!!!
Nico zaś popędził do dziewczyny. Wydawała się taka bezbronna.
  Kiedy zdjęli jej z barków satyra. Upadła za ziemię, ale Nico ją w porę złapał. Gdy spojrzał w jej oczy… ujrzał strach… Sam tak się czuł gdy był mały… Właściwie to w tej dziewczynie widział siebie.
-Jak się nazywasz?- zapytał najłagodniejszym głosem jak potrafił.
-Nancy-powiedziała słodkim głosem.
-Dobra Nancy. Ja jestem Nico. Jesteś bezpieczna, nikt cię nie skrzywdzi.
  -Myślę, że nikt nie dał rady by jej skrzywdzić-odezwał się w końcu satyr Alex.
Wszyscy popatrzyli na niego pytająco.
-Co masz na myśli? -zapytał Jason.
-Zaatakowały nas trzy Empuzy. Odcięły mi rękę i próbowały ją zabić ale… Ale ona zaczęła mówić i  nagle wszystkich w około nawiedził strach… Następnie starała się by poczuły gorycz… Załatwiła je psychicznie.
  Wszyscy oniemieli.


  Nikt od parunastu dni nie wiedział, kim właściwie jest boski rodzic Nancy. Powstawały różne teorie na temat jej pochodzenia.
  Większość myślała, że jest od Afrodyty, bo była po prostu piękna. Ale bycie urodziwym wcale nie oznaczało, że większość obozowiczów jest za boginią miłości. Ona… umiała sterować mową emocjami… Nie było to podobne do czaromowy Piper. Nie zmuszała nikogo, by ktoś zrobił coś co chciała. Mówiła i jeśli chciała, nagle czuł emocje, których by się nie spodziewał w danej chwili.
  Duża część uważała, że jest córką Apolla. Wszystko robiła perfekcyjnie-strzelanie z łuku, rysowanie, malowanie, śpiewanie… „Jezu jak ona pięknie śpiewa” -pomyślał Nico. Oprócz tych wszystkich talentów opowiadała piękne historię… Wszyscy przed ciszą nocną zbierali się w domku Percy’ ego, by on też mógł wysłuchać opowiadań Nancy.
  Cała resztą była za Hermesem, Ateną(była równie inteligentna jak Annabeth) lub Morfeuszem. Ale Nico podejrzewał że może ona być siostrą Percy’ ego. Te oczy… i poczucie humoru. Uśmiech… identyczny.
  Bardzo zaprzyjaźnił się z Nancy. Niektórzy nawet myśleli, że z nią chodzi (co przyprawiało go o dreszcze). Bardzo jej współczuł, że jest jeszcze nieokreślona.
  -Nie jesteś smutna z tego powodu? -zapytał Nico.
-O nie-zaśmiała się Nancy-Miło mi, że mam tyle dobrych stron, że nie możecie mnie rozpoznać. A ten kto jest moim rodzicem najwyraźniej czeka na dobry moment. Teraz ja mam do ciebie bardzo ważne pytanie.
-Słucham cię badawczo-zaśmiał się Nico. Zadziwiało go jak często używała tego sformułowania.
-Kochasz Percy ’ego?- zapytała delikatnie.
  Nica zamurowało. To było aż tak widać? Poczuł, że robi się czerwony jak burak. Nancy byłą bardzo bystra, mogła to już wiedzieć od początku.
-Mi możesz powiedzieć- zawahała się.-Ale jak nie chcesz to nie naciskam.
-Wiesz, właściwie dobrze i to zrobi, jeśli komuś powiem- westchnął-Tak, tak właśnie jest.
  I wtedy Nancy go przytuliła.
-Nie martw się.
Nico się uśmiechnął. Nareszcie znalazł kogoś kto go rozumiał.
-A jak się domyśliłaś?
-Wiesz… Codziennie zrywasz nowe kwiaty i wkładasz mu do wazonu. Robisz to tylko gdy śpi. Specjalnie wziąłeś nocną wartę, by móc na niego patrzeć. Wycierasz mu ślinę z brody, gdy śpi… i rumienisz się gdy o tym rozmawiamy.
-Kurde, ale ty mądra jesteś- zaniemówił.



  Percy gubił się we wszystkim. Z jednej strony dziewczyna, z którą zerwał nie chce mu powiedzieć dlaczego to zrobił, na dodatek jeszcze próbuje z nim flirtować. Z kolejnej perspektywy porypanego zdarzenia odwiedzała go matka. Kolejną niesamowitą (ale też zajebistą) rzeczą było to, że… Jego ojcem był Posejdon!!!
  Dziś w nocy nie mógł spać. Nico zmieniał wartę za Annabeth. Ten chłopak go przerażał, mimo, że był niski i chudy. Jego czarne włosy kontrastowały z bladą cerą. Do tego wszystkiego zakładał same czarne ciuchy. Ale mimo to uważał, że jest… słodki.
  Zdziwiło go jego zachowanie. Pierwszy raz nie spał na jego warcie. Gdy syn Hadesa zobaczył Percy’ ego zarumienił się. Trzymał w ręku bukiet kwiatów. „To on mi wymienia kwiaty? Zawsze myślałem, że Annabeth to robi”- pomyślał.
  -Cześć-powiedział Percy.
-Cze-cześć- wydukał, po czym usiadł na fotelu obok jego łóżka.-Chcesz coś zjeść?
-Nie dziękuję- uśmiechnął się syn Posejdona.
-Słuchaj uważam że powinieneś coś wiedzieć… To, że straciłeś pamięć nie oznacza, że mogę cię pozbawiać tak ważnych wspomnień.
  I opowiedział mu całą krępującą opowieść. Przyniósł list w którym Percy pisze, że mu wybacza.

-O kurwa-powiedział syn boga mórz. 

Przepraszam 😢

Przepraszam, ale na blogu przez jakiś czas mogą nie pojawiać sie posty. Otóż mój laptop sie zepsuł i jest w naprawie. (Przepraszam za błędy ale pisze z telefonu)

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Chłopiec, który pokochał nie tego co trzeba... Rozdział 3

3.

  Annabeth weszła do domku i trzasnęła drzwiami. Usiadła na sowim łóżku i zaczęła płakać. Nie był to płacz z gniewu czy rozczarowania ale ze straty. Dlaczego rzuciła Percy’ ego. Przecież sobie obiecali, że nigdy się nie rozdzielą. Wytykając Percy’ emu co zrobił był bezsensowne. No tak, zachował się jak idiota ale ona chyba też by się tak zachowała. Poprawka, ona się właśnie tak zachowała. Też nie pomyślała co mówi i zerwała z chłopakiem, którego kochała.
  Annabeth dostrzegła jakieś światło, z którego po chwili wyłoniła się piękna kobieta.
-Mama-powiedziała córka Ateny.
Bogini usiadła koło swojej córki na łóżku i ją przytuliła. A to Annabeth zdziwiło jeszcze bardziej niż to, że mama ją odwiedza.
-Nikt nie jest idealny. Jesteś bardzo inteligentna kochanie. Dasz sobie radę ze wszystkim-powiedziała- A teraz idź do niego i napraw to co się stało.
  Po tych słowach Atena rozpłynęła się. Annabeth wiedziała co musi zrobić. Wybiegła z domku i zaczęła szukać Percy’ ego. Nie było go nigdzie. Sprawdzała w domku, na plaży. Odwiedziła wszystkich u których mógł być Percy. Nie mogła jedynie znaleźć Piper.
  Jednak po paru minutach ją spotkała. Wydawała się być bardzo przestraszona.
-Annabeth!!!-wręcz wrzasnęła-Percy jest przy klifie!
Córka bogini mądrości już wiedziała co się działo i popędziła w kierunku ukochanego.
  Gdy zobaczyła Percy’ ego, o mało nie zemdlała. Stał tuż nad kilku dziesiętno metrową przepaścią. Annabeth podbiegła do niego i załapała go w pół poczym go przytuliła. Oboje osunęli się na ziemie.
-Przepraszam-powiedziała Annabeth. (będą razem ale nie długo xD)
-Ja też-szepnął Percy.

***
   Nico zaszył się w koncie swojego domku. Nie chciał już żyć. Nic nie miało sensu. Musiał się wybrać do miejsca, w którym czuję się najlepiej.

***
  Percy i Annabeth od wydania nad klifem nieustannie się kłócili. Nie były to sensowne kłótnie. Zazwyczaj kłócili się o bałagan w pokoju Percy’ ego, czy o to, że Annabeth nie pasuje układ serwetek na kolacji.
  Nico zostawił list Percy’ emu, że ma nadzieję, że mu wybaczy i, że musi udać się do podziemia na odreagowanie. Percy mu napisał, że uważa to za bardzo dobry pomysł. Wspomniał też, że przeprasza i już nie jest na niego zły, ale odpowiedzi nie otrzymał. Nie wysłali do siebie Iryfonów, ponieważ jeszcze obaj czuli się niezręcznie.
  Dziś Percy chciał zrobić swojej dziewczynie niespodziankę. Rozłożył na plaży koc, załatwił dobre jedzenie. Ostatnio Annabeth wydawała mu się dziwna. Nie odwzajemniała jego uścisków czy pocałunków. Jakby już do niego nic nie czuła.
  Po przygotowaniu miejsca na romantyczny wieczór Percy udał się do domku swojej dziewczyny. Chciał wejść do jej pokoju, ale koleżanka Annabeth mówiła, że to nie najlepsza pora. Po paru minutowej kłótni, Percy odepchnął ją i otworzył drzwi Annabeth.
  Nie mógł wierzyć co właśnie zobaczył. Jego dziewczyna całowała się z jakimś gościem z domku Hermesa.
-Możesz mi powiedzieć co tu jest grane?- zapytał zdenerwowany.
Annabeth wstała i chciała podejść do Percy ’ego ale on się od niej odsunął.
-Percy… -powiedziała z nutą zażenowania.
-Albo wiesz co? Lepiej mi nie mów!!! Jesteś jedną wredną suką! Właśnie chciałem, cię zabrać na romantyczną kolację, ale widzę, że wolisz jego ode mnie!
-Percy to nie tak…
-A jak kurwa? -zabluźnił.
-Bo ja się czułam samotna, cały czas się z tobą kłóciłam. Glonomóżdżku ja cię kocham!!!-próbowała go złapać za rękę, ale się wycofała, ponieważ Percy spojrzał na nią tak, jakby patrzył na coś obrzydliwego.
-Ty? Mnie kochasz? -roześmiał się.- Raczej kto inny mnie NAPRAWDĘ KOCHA.
  Po czym wybiegł i trzasnął drzwiami. Udał się do swojego domku i zastanowił nad całą sytuacją. Nie wiedział kompletnie co zrobić. Piper i Hazel odpadały, przyjaciółki Annabeth raczej mu by nie pomogły. Jason i Frank pojechali odwiedzić Obóz Jupiter. Leo… to Leo, z nim się nie da poważnie pogadać. Grover’ a nie było. Synu Posejdona przeszły ciarki po plecach. Jedyną osobą z którą mógł pogadać był… Nico.
  Percy wstał i poszukał drachmy i jakiejś wody. Stanął obok fontanny i wrzucił monetę w tęcze, która powstała. Po chwili w iryfonie zobaczył swojego przyjaciela. Gdy syn Hadesa spostrzegł Percy’ ego podskoczył, po czym szybko poprawił rozczochrane włosy, a potem wyjąkał:
-Pe-percy?
-Słuchaj Nico. Przyjedź do obozu proszę. Bardzo cię potrzebuję-poprosił z nutą goryczy.
Nico nie zdołał ukryć Rumienica.
-Yyyyy… Oczywiście a co się stało? -zapytał nieśmiało.
-Annabeth mnie zdradzała. Wredna suk… dziewczyna-poprawił.
-oczywiście już zaraz będę daj mi chwilkę muszę…- nie dokończył.
  Na Percy’ ego runął wielki konar drzewa. Syn Posejdona upadł, a z jego głowy zaczęła płynąć krew.
-Percy!-krzyknął Nico, po czym przeniósł się na miejsce zdarzenia cieniem.
Gdy stanął obok syna boga mórz, zaczął płakać, płakać jak dziecko. Ukląkł koło niego i oparła jego głowę o swoje kolana.
-Pomocy! -krzyknął najgłośniej jak potrafił-Pomocy!
Po chwili pojawili się obozowicze. Wszyscy pchali się by pomóc jednemu z herosów, który uratował im życie.
-Będziesz żył-szepnął przyjacielowi do ucha.-Będziesz bo musisz.


  Percy obudził się w jakimś pomieszczeniu. Nie wiedział gdzie jest… ani kim jest. W pamięci zostały mu tylko zamglone wspomnienia.
  Bardzo bolała go głowa, ale rozejrzał się w około. Było tu bardzo dużo osób. Tuż koło niego siedział niski, chudy chłopak o bardzo ‘’mrocznej’’ urodzie. Za nim siedziały cztery dziewczyny. Blondynka, mulatka, ruda oraz jakaś bardzo ładna dziewczyna o indiańskiej urodzie. Koło nich siedziało trzej mężczyzn. Jeden był bardzo niski, drugi był blondynem, a trzecim był azjata. Tylko te osoby jakkolwiek kojarzył. Reszta tłumu wydawała mu się bardzo obca.
  -Jak się czujesz?- zapytała mulatka.
-Chyba dobrze-zatrzymał się.-A właściwie to kim i gdzie ja jestem?
  Wtedy wszyscy zamarli. Chłopak, który siedział obok niego zrobił minę jakby zobaczył mordercę. Inni… wyglądali tak samo.
-Boże-powiedziała ta ładna dziewczyna.

-Znowu… -szepnęła blondynka, do której z niewiadomych przyczyn czuł nienawiść…

sobota, 11 kwietnia 2015

Chłopiec, który pokochał nie tego co trzeba... rozdział 2

2.

  Syn boga mórz nie mógł wierzyć co się właśnie stało. „Nico jest gejem? Dlaczego mi nie powiedział… i dlaczego to zrobił?” zadawał sobie pytania. Przez chwilę współczuł przyjacielowi. Zastanawiał się jak długo to ukrywał. Później przyszły inne emocje, gniew i rozwścieczenie. Przecież Nico wiedział, że on ma dziewczynę. I co on sobie wyobrażał. Zaciągnie go do łóżka i co? Będą się kochać do końca życia?
  Uznał, że już nigdy się do niego nie odezwie, nawet na niego nie spojrzy. Zapiął koszulę i poszedł do swojego domku. Nie spodziewanie zobaczył w nim Annabeth.
  Leżała w jego łóżku… Najwyraźniej nie trafiła do domku… Gdy Percy ją zobaczył, uśmiechnął się. Nie wyobrażał sobie bez niej życia. Nagle obudziła się i spojrzała szarymi oczami na ukochanego.
-Cześć Glonomóżdżku- powiedziała.
Percy nie przebierając się położył się koło niej i ją przytulił. Nic nie mówił, a to zaniepokoiło Annabeth.
-Coś się stało? –zapytała zatroskanym głosem.
-Nic-szepnął jej do ucha-Śpij, będziesz miała rano mniejszego kaca.


  Nico biegł przed siebie, nie patrzył na drogę… Właściwie na nic nie patrzył. Chciał tylko uciec daleko od wszystkich. Powoli docierało do niego co zrobił. „Boże- pomyślał.-Chciałem zgwałcić Percy’ ego.” Po policzkach cały czas spływały mu łzy. Nie mógł sobie tego wybaczyć. W pewnym momencie zatrzymał się i padł na kolana, zaczął szlochać. Płakał jak dziecko. Trwało to dziesięć, dwadzieścia minut, po czym myślał co ma zrobić. Zostać tutaj, w lesie, niezbyt dobry pomysł. Iść do domku w obozie, też nie najlepszy. Może Percy nadal siedział w jego domku, a nawet jeśli nie, będzie musiał prędzej czy później, się z nim spotkać. Nico przygryzł wargę i udał się do domku. Namieszał to teraz będzie musiał to odplątać.


  Po długiej i całonocnej zabawie śniadanie odbyło się dosyć późno, tak koło dwunastej. Nie wszyscy się na nim zjawili Hazel przyszła bez Franka. Wzięła dla niego i dla siebie śniadanie po czym udała się do swojego chłopaka. Biedny Frank, niezbyt dobrze zniósł alkohol. Trzy czwarte obozu miała potwornego kaca. Reszta nie była zaproszona na imprezę.
  Percy, Annabeth, Jason i Leo siedzieli przy jednym stole. Wszystkich potwornie bolała głowa. Jason prawie wpadł w talerz z jajecznicą.
  Po pewnym czasie do jadalni wszedł Nico. Oczy miał podkrążone, a włosy jeszcze bardziej potargane niż za zwyczaj. Jason chciał wstać i zawołać go by się do nich przysiadł, ale Percy załapał go za obozową koszulkę by mu to uniemożliwić.
-Eeeeeeee… Percy, o co ci chodzi?-zapytał syn Jupitera.
  Percy patrzył na swoje niebieskie naleśniki z obojętnym wyrazem twarzy. Wziął głęboki oddech po czym powiedział:
-Mieliśmy małą sprzeczkę
Nico szybko odwrócił wzrok od przyjaciół i usiadł w przy innym stoliku.
  Nikt nie drążył tematu. Wszyscy wiedzieli, że ich przyjaciel nie ma ochoty na tą rozmowę. Reszta śniadania minęła w ciszy. Najpierw odszedł Jason, potem Leo i w końcu Annabeth i Percy zostali sami.
-Percy-powiedziała Ann- Chcesz z nim pogadać? Mam się ewakuować?
Glonomóżdżek pokiwał potakująco głową.
  Annabeth udała, że wychodzi ale w istocie ukryła się i obserwowała ukochanego z ukrycia. Jako dziecko Ateny była bardzo ciekawska i intrygowało ją to co działo się przez ostatnie parę godzin z jej chłopakiem.
  Ku jej zdziwieniu Percy wstał i opatrzył na Nica tak jakby chciał powiedzieć, że ma iść za nim. Tak też syn Hadesa uczynił. Udali się w zaciszne miejsce. „Sprawa musi być delikatna”- pomyślała Annabeth, po czym udała się w ich stronę i usiadła za krzakami, by jej nie zobaczyli.
-Percy-powiedział Nico- Ja cię strasznie przepraszam. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Nie chciałem tego zrobić. Proszę Percy, wybacz mi.
-Ty słyszysz co ty mówisz? -warknął syn Posejdona- Może mi jeszcze powiesz, że ręce mi też związałeś przez przypadek. NA BOGÓW Nico, ja myślę, że dobrze wiedziałeś co robisz!!!
Nico’ wi spłynęły łzy po policzkach.
-Percy ja cię nie chciałem skrzywdzić… Ja- ja cię kocham. Kocham cię od paru lat. Już nie mogłem wytrzymać, Percy błagam wybacz mi -zaszlochał.
Syn boga mórz spojrzał na swojego przyjaciela z obrzydzeniem, po czym odwrócił się i zaczął iść, ale Nico biegł za nim.
-Percy proszę-złapał go za rękę ale Percy ją szarpnął.
-Wiesz co… -powiedział spokojnie Percy- Chyba cię nienawidzę.
  Po tych słowach syn Hadesa uciekł zostawiając Pery’ ego samego.
  Annabeth nie mogła uwierzyć własnym uszom i oczom co właśnie zobaczyła i usłyszała. Powoli wstała i spojrzała gniewnie na Percy’ ego.
-Jak mogłeś mi nic nie powiedzieć?!-krzyknęła.-I jak mogłeś tak potraktować Nica?!
-Kochanie…
-Żadne kochanie-warknęła Annabeth- Koniec. Nie chcę cię już znać po tym co zrobiłeś mi i jemu!!! Nigdy nie działałeś pod wpływem emocji i pożądania? Powinieneś go zrozumieć albo Ochłonąć i pogadać z nim na spokojnie! Wiesz jaką krzywdę mu wyrządziłeś? Konie z nami.

  Po czym odeszła pewnym krokiem.


W następnym rozdziale zacznie się dziać. Nie martwcie się, nie długo będzie już wątek miłosny.
:) Serdecznie zapraszam do czytania i komentowania. Z góry przepraszam za błędy ale ortografia i interpunkcja, nie są moimi dobrymi przyjaciółkami. 

piątek, 10 kwietnia 2015

Chłopiec, który pokochał nie tego co trzeba...

1.

  Gaja pokonana i uśpiona. Herosom(prócz potworów) nic nie zagraża. Siódemka wielkich herosów żyje spokojnie w greckim obozie.
  Dziś obyła się huczna zabawa z okazji urodzin Percy’ ego. Oczywiście na plaży. Wszyscy ale naprawdę wszyscy się bardzo dobrze bawili. Nawet Nico próbował swoich sił w tańcu. Nie wychodziło mu to dobrze, no ale próbował. Oczywiście Grover postanowił przynieść alkohol. Większość gości nie była pełnoletnia ale i tak wszyscy pili. Po pierwszej w nocy wszyscy się ewakuowali do swoich domków. Frank wymiotował w krzakach, Jason ledwo trzymał się na nogach, a Annabeth uznała, że musi się uczyć… Tak właśnie działa alkohol na ludzi.
  Jedynie Nico oraz Percy zostali. Posiedzieli jeszcze chwile na plaży, lecz po paru minutach zaczęło im być zimno.
-Ej Nico-mruknął Percy-Zwijamy się do twojego domku bo trochę zimno.
-To samo chciałem ci zaproponować-powiedział odrobinę zniekształconym głosem.
 Obaj byli mocno wstawieni ale chyba najmniej z uczestników imprezy. Nico zaczął co prawda podrywać lampę po drodze ale ogólnie nie było źle. Weszli do domku syna Hadesa i zaczęli rozmowę.
  Rozmawiali o przeróżnych rzeczach, poczynając od ulubionych potraw przez ulubionych piłkarzy kończąc na temacie dziewczyn Percy jednak nabrał się na to, że ulubionym typem dziewczyn Nica są Azjatki. Nico’ wi nigdy nie spodobała się żadna dziewczyna. Zawsze wolał Percy’ ego. To, że był homoseksualistą nie sprawiało mu takiego smutku jak to, że Percy miał piękną dziewczynę, którą kochał nad życie.
  Percy i Nico leżeli na jednym łóżku obok siebie. Z początku Nico’ wi to zbyt nie przeszkadzało ale potem… Musiał odeprzeć pokusę pocałowania syna Posejdona.
  Lecz po jakimś czasie Percy zasnął. Syn Hadesa przyglądał mu się z zainteresowaniem. Włosy sterczały mu we wszystkie strony świata, a po brodzie spływała odrobina śliny. Nico się uśmiechnął. Annabeth opowiadała mu, jak to Glonomóżdżek ślini się podczas snu. Nie wyglądało to obrzydliwie… Wręcz uroczo.
  Syn Hadesa uległ swojemu sercu i lekko pocałował go w usta. Smakował troszkę słono, jak morze… Nie pomijając oczywiście smaku piwa w ustach.
  Percy za to odwrócił się z pleców na bok i przytulił Nica we śnie po czym wybąkał:
-Mmmmm… Annabeth…
To dobiło Nica, nie dość, że Percy się do niego przytulał to jeszcze myślał, że jest Annabeth.
   Coraz bardziej nabierał ochoty na powtórne zasmakowanie syna boga mórz. W pewnej chwili już nie mógł wytrzymać. Przetoczył się na Percy’ ego po czym zaczął go namiętnie całować. Po chwili syn Posejdona zaczął się opierać, ale Nico nie wzruszył się tym i sznurówkami, które leżały na krześle obok łóżka związał mu ręce i przywiązał je do ramy łóżka.
  Nico niezbyt zdawał sobie sprawę z tego co robi, ale dalej napastował ciało Percy, ego. Jego „ofiara” nie mogła nic zrobić, ponieważ miała i spętane ręce i przyćmiony umysł alkoholem.
Syn Hadesa odważył się zajrzeć w oczy przyjaciela. Były smutne i zrozpaczone. Nie było wiać w nich gniewu. Ale Nico działał dalej. Zaczął rozpinać koszulę Percy’ ergo, nie przestając go całować.
  Nagle Syn Hadesa poczuł coś mokrego. Percy… Płakał.
  Syn boga mórz nie sądził, że Nico jest do czegoś takiego zdolny. A najgorsze było to, że Na miejscu Nica nie ma Annabeth. Kochał ją najbardziej na świecie i nie mógł pomyśleć co się może zaraz stać. Nie mógł krzyczeć bo nikt by go nie usłyszał. Kopać też nie mógł bo nie chciał mimo wszystko zrobić krzywdy przyjacielowi. Jedynie co teraz czuł to było rozczarowanie i smutek.
  Dopiero wtedy syn Hadesa Zorientował się co zrobił. Było mu wstyd… „Jak mogłem coś takiego zrobić…” zadał sobie w myślach pytanie. Rozwiązał szybko jeden ze sznurków i wybiegł z domku pozostawiając Percy’ ego samego w rozpiętej koszuli.




Mam nadzieję, że się podobało. Przepraszam za nieliczne błędy.