Nie wiem, kiedy będzie następny rozdział.... Nie mam weny... Dużo nauki... I mało motywacji....
Przepraszam
środa, 20 maja 2015
czwartek, 30 kwietnia 2015
Chłopiec, który pokochał nie tego co trzeba... Rozdział 8
Tutaj ja chciałam dodać, że męczyłam się bardzo z tym rozdziałem i może on być nieco gorszy od innych. No ale mam nadzieję, że się spodoba !!!
8.
Nancy wracała o
piątej do domku. Było by dziwnie, gdyby znikła tuż przed misją. Dziewczynę
tłukło sumienie. Jak mogła wykorzystać swoją moc na Nico? Nie był naprawdę
szczęśliwy… było to tylko złudzenie. Najgorsze było to, że litowała się nad
chłopakiem, którego musiała zabić.
Była szpiegiem
Uranosa. Jej plan był okrutny… Musiała zyskać zaufanie dwóch potężnych herosów
i ich zabić-tylko krew dwóch potężnych półbogów mogła uzdrowić Uranosa w
pełnie. Zresztą i tak się obudzi i prędzej czy później zabije wszystkich.
Wiedziała, że tylko tak osiągnie zamierzony
cel. Było jej przykro ale musiała odzyskać brata. Jej prawdziwe nazwisko nie
zostało jeszcze ujawnione… Jej autentyczne nazwisko brzmiało- Castellan.
Cała trójka stanęła
na zbiórce przed Chejronem. Uranos znajdował się w oceanie Atlantyckim przy
Fuertawenturze, jednaj z Wysp Karaibskich. Chejron nie owijał w bawełnę.
Powiedział, że nie ma pojęcia jak pokonać Uranosa i wspomniał też, że
najprawdopodobniej to koniec istniejącego świata. Mimo wszystko życzył nam
szczęścia.
-No to co ruszamy-powiedział Percy z fałszywym uśmiechem.
(nie będę opisywać szczegółów wyprawy… Kto by chciał tego
słuchać? To jest Percico! ~Dopisek od autorki)
Nie mieli zbyt
dużo czasu. Uranos miał powstać za niecały tydzień, a oni… Byli dość daleko. Postanowili
polecieć samolotem. Zeus raczej nie
będzie na Percy’ ego zły, że stara mu się uratować dupę. Gdy przybyli na
najbliższe lotnisko i przeszli przez odprawę usiedli i czekali na samolot.
-Ja pójdę kupić
nam coś do jedzenia-zaproponował Nico.
Nie miał ochoty siedzieć razem z Percy’ m. Po chwili już
znikł w tłumie osób czekających na loty. Percy się zamyślił się. Nie wiedział
dlaczego Nico go unika. Prędzej czy później i tak będą musieli ze sobą
porozmawiać.
-Musisz poczekać-powiedziała Nancy. Czy ona umiała czytać
w myślach?- Musi się trochę oswoić. On cię naprawdę kocha.
Po chwili
spojrzałem na nią. Uśmiechała się promiennym uśmiechem, ale w jej oczach nie
było widać radości. Bardzo mu kogoś przypominała… ale nie mógł skojarzyć do
kogo tak była podobna. Mimo wszystko był jej bardzo wdzięczny.
-Dziękuję ci-powiedział- Dziękuje, że przy nim byłaś.
-Drobnostka-odparła.
Po chwili
przybiegł do nich zdyszany Nico.
-Samolot… -wziął oddech- Za trzy minuty odlatuję. Pomyliliśmy
wejścia.
Nancy i Percy
zerwali się na równe nogi i pognali ku wejściu.
Gnali przez całe lotnisko ale w końcu zdążyli. Popatrzyli na bilety i
szukali miejsc.
-Rząd siódmy… miejsce 36, 37, 39…-przeczytał Nico.
-Zajmuję to przy oknie- powiedziała szybko Nancy.-A Percy
chyba to jak najdalej od okna…
Percy ochoczo
przytaknął. Po chwili już siedzieli na miejscach. Samolot dziwnie śmierdział, a
wokoło wrzeszczały małe dzieci. Tak to jest, gdy się bierze najtańsze bilety.
Po chwili samolot
ruszył, a Percy zrobił się blado-zielony. Nancy i Nico podali mu papierowy
worek, a on od razu wypełnił go substancjami różnej maści. Jednak po dwudziestu
minutach zaczął czytać komiks, a Nancy zasnęła.
-Już okej?- zapytał Nico.
Gdy Percy
usłyszał jego głos wzdrygnął się , po czym wyszczerzył zęby. „Czy ja naprawdę
go tak ignorowałem?”- zapytał syn Hadesa sam siebie.
-Tak okej, dziękuje-odparł zielonooki.
Nico zerknął na
komiks Percy’ ego. To była … manga. Nie spodziewał by się po nim, że lubi tego
typu rzeczy. Syn Hadesa uwielbiał anime i mangę!
-Czy to jest nowy
tom Ataku Tytanów? -zapytał podekscytowany.-Uwielbiam tą serię! Jaką postać
najbardziej lubisz.
-Hm trudne pytanie- zaśmiał się Percy- Chyba… sam nie
wiem… Wszystkich lubię!!!
-Ja najbardziej lubię Levi’ ego-odparł Nico- A
najbardziej to, że jest takim pedantem.
-Musimy tu posprzątać- zacytował Percy przedrzeźniając
postać.
I tak do końca
lotu rozmawiali o wszystkim.
Gdy wylądowali na
jednej z wysp kanaryjskich i udali się do motelu, rozpoczęła się pierwsza
kłótnia.
-Mamy dwa pokoje –dwuosobowy z łóżkiem małżeńskim i
jednoosobowy- powiedziała Nancy- Ja nie zamierzam spać z którymś z was!
-A podobno traktujesz mnie jak brata!- odparł zirytowany Nico.
Wiedział, że
Nancy robi to specjalnie.
-Spać w jednym łóżku mogę! -zdenerwowała się-Ale
przebierać się i korzystać z jednej łazienki razem z tobą nie zniosę.
Nancy i Nico wpatrywali
się w siebie z wściekłością. Dziewczyna lekko unosiła jeden kącik ust. Na szczęście
konflikt pomógł rozwiązać Percy.
-Przestańcie już. Nancy ma rację, co jak co ale prywatności
jako dziewczyna potrzebuje
-No dobra- westchnął Nico.
Następnie udali
się do pokojów i zaczęli się rozpakowywać. Sorry Uranos był w wodzie przy
najbliższej plaży, komu by się nie chciało zrobić urlopu przed końcem świata?
Percy i Nico
układali swoje rzeczy w szafkach. Syn Hadesa wziął o wiele mniej rzeczy, więc
zaczął pomagać przyjacielowi w rozpakowywaniu. Uznał, że nie ma sensu już
dłużej chować się w cieniu. Mimo to jego serce jakby pękało…
-Przepraszam-szepnął zielonooki.- Dziękuję…
Nico stanął jak
wryty.
-Za-za co?- wydukał.
-Za to, że wyrządziłem ci tyle szkody… A ty? Ty przy mnie
cały czas byłeś podczas tej cholernej śpiączki. Chciałem się poddać, ulec tej
ciemności, ale… nie pozwoliłeś mi tego zrobić. Dziękuję, po prostu dziękuję.
Nico patrzył w
oczy Percy’ ego. Lekko się błyszczały i były zaczerwienione. Chciał otrzeć te
łzy, chciał… Chciał by był po prostu szczęśliwy… Ale Percy nie był, bo jego
przyjaciel nie chciał już żyć…
-Ja nie chce widzieć jak cierpisz.- powiedział syn Posejdona
i przyłożył dłoń do policzka przyjaciela.
-To zamknij oczy- wyszeptał
Nagle do pokoju
wpadła Nancy. Widząc całą sytuację oblała się rumieńcem i spuściła wzrok.
-To ja już…
-Nie-powiedział Nico- Co chciałaś?
- Idziemy na plaże?-zapytała uśmiechając się.
Po paru godzinnej
zabawie Percy poszedł spać. Nie wiedział, że dopiero teraz zaczął go dręczyć
prawdziwe koszmary.
Znalazł się w
małym, szarym pokoju. Było w nim tylko łóżko, biurko, krzesło i mały brudny
miś. W rogu na podłodze siedziała dziewczyna. Miała dziesięć lub jedenaście
lat. Ubrana była w długą białą koszulę, a siedziała w kałuży… krwi.
Po nadgarstkach płynęły
strużki krwi. Na jej koszuli było pełno krwi. W jej rączce na żyletce było
pełno krwi. A z jej ozu płynęły łzy.
-Kap, kap … krew już leci, a na ziemi zostaną tylko
śmieci…- łkała śpiewając przerażającą piosenkę.- Kap, kap… więcej krwi… wieczny
sen zawita mi…
Nagle dziewczynka
podniosła głowę. Dopiero teraz ujrzał jej twarz… Wyglądała identycznie jak …
Nancy.
Chwilę później
Percy obudził się zalany potem. Usiadł na łóżku i zobaczył… Nancy… Siedziała na
fotelu koło okna, a w ręku trzymała nóż.
-Nie!!! Nie zrobię tego!!!-wrzeszczała.
Chwilę później
wyrzuciła broń przez okno. Usiadła i schowała twarz w dłoniach.
poniedziałek, 27 kwietnia 2015
Po prostu... DZIĘKUJĘ!!! ^^
Jestem bardzo szczęśliwa. Nie sądziłam, że tylu osobom się spodoba!!! Mam nadzieję, że mnie nie opuścicie!!! Jestem chora, więc... będzie SUPER MEGA DUŻO rozdziałów.
:* UWIELBIAM WAS
:* UWIELBIAM WAS
Chłopiec, który pokochał nie tego co trzeba... Rozdział 7
7.
Nico pakował się
w niewielki plecak. Właściwie… wrzucał rzeczy z ogromną siłą do plecaka. Wyładowywał
się. Sam z Percy’ m na misji… To się źle skończy. No dobra była jeszcze Nancy.
Ona była trochę inna… Pełna kontrastu. Słodka i ostra zarazem. Odważna, krucha,
wrażliwa, złośliwa, przyjazna, miła, altruistyczna, błyskotliwa, inteligentna,
bystra, troszkę tępa, pełna wdzięku, niezdarna… STOP. Dużo było by można
wymieniać. Była INNA. Zupełnie jak Nico, tylko, że ją każdy lubił. Kurwa…
ładna, fajna i utalentowana psotnica od Hermesa… Gdyby interesował się kimś
poza Percy’ m była by to ona. Ale jednak było inaczej… Kiedy bóg rozdawał
poczucie humoru on stał w kolejce po homoseksualizm. Cóż takie życie.
Gdy właśnie
przebierał się w piżamę do jego domku wszedł Will. Syn Apolla zastał go w
samych bokserkach.
-Will… -zagrzmiał Nico.
Ale jego kolega tylko się uśmiechnął i nałożył palec na
buzie, tak jak to robią małe dzieci.
-Ciii… Chcesz bym miał przechlapane?
-Stary wyjdź… Chce się przebrać-powiedział Nico.
-A może ja nie chce-odparł Will niebezpiecznie blisko
podszedł do towarzysza.- Czy ja naprawdę jestem gorszy pod każdym względem od
Percy’ ego?
Następnie powoli
zaczynał zbliżać usta do ust Nica. Oczy syna Hadesa były pełne przerażenia…. Obrzydzenia.
Odepchnął go tylko i powiedział z szyderczym uśmiechem:
-Sorki wolę brunetów
Po chwili jednak spostrzegł się, że Will… płacze. Chyba
za ostro go odrzucił. Przecież on rozumiał co on czuł… nieodwzajemniona miłość…
najlepsza droga do czystej nienawiści.
-Słuchaj Will… Przepraszam, jesteś super ale no wiesz o
co chodzi. Znajdziesz sobie kogoś. Może nie jutro, może nie za miesiąc, ani
nawet nie za rok, ale przyrzekam… znajdziesz-powiedział łagodnym tonem.
Spojrzał po
chwili na Will’ a. Blondyn patrzył się w podłogę i tylko potaknął, po czym
wyszedł, zostawiając Nica samego.
Nica obudziło
pukanie do drzwi. Spojrzał na budzik… CO?! Jest trzecia do cholery. Mimo
wszystko jednak wstał i otworzył drzwi. Przed jego oczami ukazała się Nancy.
-Nie przeszkadzam?
-Nie, poza tym, że budzisz mnie w środku nocy to nie-
Zaśmiał się. Tylko ona umiała mu pokazać co to jest szczęście.
-Przepraszam ale mam potworne koszmary i… -zatrzymała się
by spojrzeć na reakcję Nica-Boję się.
Jezu ale ona była
biedna. Nie dość, że sama pokonała grupkę potworów, przydźwigała do obozu satyra,
w dniu uznania przez ojca powiedzieli jej, że rusza na misję bez powrotu, to do
tego nie miała się komu wyżalić. No niby był on… syn Hadesa, do tego
aspołeczny, którego wszyscy się boją, prócz niej.
-Dobra choć-powiedział ze szczerym uśmiechem.
Podeszli do łóżka… Ta… Nico miał jedno łóżko.
-Przyniosę sobie…
-Traktuję cię jak brata… Nie musisz.
W tym momencie go
zatkało. Ktoś kogo niedawno poznał, zaakceptował go, nie wytykał palcami
rozumiał… Poczuł się przez chwilę jakby była jego prawdziwą siostrą, taką Biancą.
Po jego policzkach spływały łzy… był po prostu szczęśliwy…
Nie obchodzili go obozowicze kipiący z niego.
-Nico -powiedziała wystraszona-Coś nie AK… przeprasza…
-NIE-powiedział po czym ją przytulił-Wszystko jest okej.
Następnie nastała
głucha cisza.
-Jednak różnicę się przyciągają- zaśmiała się.
-Mamy coś ze sobą wspólnego- powiedział, a ona
odpowiedziała pytającym wzorkiem.
-Interesują nas mężczyźni.
Następnie
wybuchła salwa śmiechu. Niestety, oboje wiedzieli, że niedługo się to skończy.
Wiem, że większości się o nie spodoba. Szczęśliwy Nico(MOJA WIZJA TWÓRCZA).... co za idiotyzm XD ale pocieszę te osoby i powiem, że trochę minie zanim Nico poczuje radość.
piątek, 24 kwietnia 2015
Chłopiec, który pokochał nie tego co trzeba... Rozdział 6
6.
Po policzku syna
Posejdona spływała… łza. Prawdziwa łza, nic innego. To oznaczało, że Percy żył!
Słyszał, czuł… Nico w duchu skakał ze szczęścia.
-Za chwilę się obudzi-powiedział Will, ale nie widać było
po nim szczęścia.
Wszyscy czekali w
milczeniu. Minęło może dziesięć minut, gdy nagle Percy otworzył swoje idealne,
piękne oczy. Zaczął się krztusić rurką, która tkwiła w jego gardle. Nico
odłączył urządzenie drżącymi rękoma. Po chwili spojrzał na Percy’ ego. Jego
skóra nie była już blada, skóra pod oczami nie była podkrążona, a na ustach
widniał ten diabelnie słodki uśmiech.
-Mówiłem, że
wszystko będzie dobrze-powiedział.
Nie zdążył odpowiedzieć, ponieważ na Percy’ ego rzuciła
się Annabeth.
-Oh! Percy! Jak dobrze, że znowu możemy być razem!
Wtedy morskooki
zrobił coś czego nikt się nie spodziewał. Właściwie nic nie zrobił,
jedynie powiedział:
-Weź te łapska-warknął.
Annabeth szybko wstała. Wyraźnie była zdziwiona faktem,
że Percy ją odtrąca-przy połowie obozu.
-Nico? Powiedziałeś mu? Naprawdę powiedziałeś o
wszystkim? -powiedziała udając ofiarę-Na bogów Percy on chciał cię zgwałcić!-
krzyknęła z akcentem na ostatnie słowo.
W pomieszczeniu
rozległy się szepty, pomruki… a nawet śmiechy. Wiedział, że Annabeth zrobiła to
specjalnie. Nie była głupia-jak na córkę Ateny przystało. Wiedziała, że Percy
sobie wszystko przypomniał. Jego reakcja nie byłaby aż tak wybuchowa gdyby
dowiedział się tego od kogoś.
Dziewczyna, która
zdradziła chłopaka nie będzie traktowana jak śmiecia w obozie, gej nawet nie
będzie zasługiwał na miano zgniłych brokuł.
Percy po chwili
wstał. Chciałem poprosić go by jednak usiadł ale popatrzył na mnie znacząco.
-On się przyznał! A ty?! A TY co?! Udajesz ofiarę, a tak
naprawdę to twoja wina! Nico działał na żywiole, pod wpływem duszących
emocji!!! A ty? TY mnie po prostu zdradziłaś z pierwszym lepszym gościem!- wrzeszczał-Ja
cię kochałem. Byłaś dla mnie WSZYSTKIM! Ale ja chyba dla ciebie tylko zabawką!
Po przemówieniu
Percy usiadł na łóżku i schował twarz w dłoniach.
-Wyjdźcie stąd. Wszyscy.
Pośpiesznie wykonywaliśmy rozkaz syna Posejdona. Jednak
wyszedłem jako ostatni. Tak mi go było żal. Chciałem go przytulić i otrzeć jego
łzy… ale on… był zbyt idealny bym mógł na niego zasłużyć.
Gdy wyszedłem z
jego domku od razu rozpoczęło się piekło.
-Hej! Pedałku!-roześmiał się ktoś.
-Oj dostałeś kosza od największego przystojniaka w
obozie.
-Jakoś mi ciebie nie szkoda. Nienawidzę gejów.
Nico szedł z
głową uniesioną jak najwyżej. Jak najdumniej, jak najwolniej. Gdy doszedł do
swojego domku i zerwał wszystkie montaże zdjęciowe przedstawiające jego w
ośmieszających sytuacjach, osunął się na kolana. Z oczu popłynęła mu łza, potem
całe rzeki łez. Ostatnio bardzo często płakał. Jego ojciec miał rację. Rzadko
jego dzieci są szczęśliwe, chyba nawet żadne nie było.
Percy usiadł przy
obozowym ognisku koło Jason’ a i Leo. Dziś miał zapaś werdykt o wyprawie na
misję. W obozie nie panowały dobre nastroję. Gaje się dało uśpić, Uranosa nie.
Wszyscy wiedzieli, że to najprawdopodobniej koniec życia na ziemi.
Wszyscy
wiedzieli, że na wyprawę pojedzie on i Nico… Nico… Jak mu żal było tego gościa…
Nie dość, że zawsze był odludkiem, to teraz cały obóz się z niego śmiał. Ale on
był wprost… niesamowity! Chodził cały
czas z dumnym wyrazem twarzy i uniesioną głową.
Jedyną zagadką
był ktoś od Hermesa. Nie miał pojęcia kto to może być.
Po chwili
spostrzegł kogoś niskiego i chudego… Nico. Przyjaciel gdy tylko go zobaczył,
zarumienił się i usiadł przy dziewczynie, która go tak wspierała. Był jej
bardzo wdzięczny. Nico nie chciał z nim rozmawiać, więc jedyną osobą która go
nie unikała i nie wyzywał. Nawet wszyscy przyjaciele się od niego odwrócili.
-Ale niezłe
bajoro-powiedział Leo-No wiesz z Niciem.
-Co nie- zawtórował Jason.
Percy’ ego
zdziwiło to, że on też się z niego nabija. On jako pierwszy dowiedział się o
wszystkim co przeżywał Nico.
-A co? Ty już nie współczujesz przyjacielowi? -zapytał
zirytowany.
-Stary… On chciał cię zgwałcić…
W tym momencie
dyskusję przewał Chejron. I rozpoczął omawianie misji. Nikt się nie spierał w
stosunku do uczestnictwa dwójki herosów z wielkiej trójki. Ale nikt nie
wiedział kto ma wyruszyć jeśli chodzi o dzieci Hermesa… Mówiono o braciach
Wood, o jakiejś dziewczynie… Lecz kłótnie przerwała … Nancy? Tak, Nancy.
-To chyba chodzi
o mnie… -powiedziała wyraźnie przestraszona.
-Ale ty jesteś nieokreślona! -krzyknął ktoś z końca Sali.
Lecz ona tylko się uśmiechnęła.
-Tata lubi mocne wejścia-powiedziała cicho.
I w tym momencie
nad jej głową ukazał się atrybut Hermesa- kaduceusz.
-Chyba nie mamy wątpliwości-powiedział Chejron.- Jutro
wyruszacie o świcie.
wtorek, 21 kwietnia 2015
Chłopiec, który pokochał nie tego co trzeba... Rozdział 5
5.
Nico nie
spodziewał się happy end’ u. W ogóle się nie zdziwił. Ale zależało mu tylko na
jednym.
-Percy proszę… Nie urywaj ze mną kontaktu. Nie zniosę …-
nie dokończył, ponieważ przerwał mu Percy.
-Jak ty to zrobiłeś? Jak udało ci się to ukrywać przez
tyle lat? -zapytał zdziwiony.
Syna Hadesa zatkało.
Nie spodziewał się, że Percy będzie chciał
z nim rozmawiać. A co dopiero mu
współczuć.
-No wiesz trochę trudno było… Właściwie to, w ogóle nie
przebywałem z ludźmi…
-Ale nadal mnie… no wiesz no, czy może ta dziewczyna, z
którą cały czas rozmawiasz… No wiesz jesteś z nią?- zapytał zmieszany.
Nico się wzdrygnął. „Kurde, to naprawdę tak wygląda?” -zapytał
sam siebie.
Jednak nie
dokończyli dyskusji. Ktoś na zewnątrz
krzyknął. A następnie paręnaście osób krzyczało.
-Leż i nie waż mi się ruszać z miejsca! -nakazał Percy’emu,
po czym wybiegł.
Nie mógł uwierzyć w to co właśnie zobaczył. W obozie
szalał Minotaur. Zabił już… nie ważne ile osób zabił. Trzeba było ocalić resztę
obozu(zwłaszcza Percy’ ego oczywiście). Ruszył na bestie i zaatakował ją swoim
mieczem… ale Minotaur był jakby nietknięty. Mimo to dalej zadawał mu ciosy… na
próżno. Po parunastu minutach Minotaur wytrącił miecz z ręki Nica. Już potwór
miał zabić syna Hadesa, gdy nagle w głowę wbił mu ktoś miecz. Bardzo dobrze
znał ten miecz. BARDZO dobrze znał tego kogoś.
-Percy…- wyszeptał.
Bestia zmieniła
się w pył, a Percy upadł na ziemię. Nico od razu do niego podbiegł. Widać było,
że Percy powoli traci przytomność. Syn Posejdona ledwo trzymał się przy życiu,
jednak powiedział:
-Wszystko będzie…- zakasłał- dobrze…
Następnie Percy
zapadł w sen, sen z którego może nie wyjdzie.
Percy odzyskał
świadomość, ale nic nie widział. Był sam w ciemności. Nie czuł nic, nie mógł
poruszyć nawet palcem. Wiedział co to oznacza, zapadł w śpiączkę. Nie chciał w
to wierzyć. Przeklinał wszystkich bogów. Chociaż to mogło mieć fatalne skutki.
Tak bardzo chciał się obudzić, tak bardzo chciał żyć. Nagle zaczął słyszeć.
Usłyszał szepty, szlochy i pomruki.
-Czy on z tego wyjdzie? -zapytała pewna kobieta.
Znał ten głos. To
była jego mama. W tym momencie wszystko sobie przypomniał- niebieskie
naleśniki, wojnę z tytanami, ogólnie wszystko.
-Nie wiemy- powiedział Will.- Na pięćdziesiąt procent nas
słyszy, ale przy jego stanie… może to być mało prawdopodobne.
W tym momencie
Percy chciał otworzyć oczy. W umyśle bił pięściami w ściany, które powstrzymywały
go przed przebudzeniem.
-Ale czy ktoś od Morfeusza nie może „wejść” do niego
podczas snu- odezwała się ta przeklęta Annabeth.
-To tak nie działa-powiedział ktoś-Można tak tylko
zrobić, jeśli ktoś wpadnie w normalny sen, a nie w taki co podtrzymuje życie i
jest sztuczny.
Percy uważnie
przysłuchiwał się rozmową.
-Chejronie, dlaczego Minotaur wdarł się do naszego
obozu-zapytał Frank.
-Uranos powstaje… Wszystkie boskie bariery słabną…
I w tym momencie
zapadła cisza, ustały szepty…
-Nadchodzi zagrożenie… Rachel powiesz nam przepowiednie-poprosił
Chejron.
-Pan niebios powstanie,
Nic i wszystko zarazem się stanie,
Przyszłość ludzkości dobrze nie wróży,
Bogom nawet nie służy,
Dziecię Hermesa, Posejdona i Hadesa spróbują świat
ocalić,
Los przyszłości spróbują obalić,
Lecz świat po wielu życia latach, pustką się stanie,
Nic nie przetrwa, tylko ciche łkanie.
Następnie zapadła
głucha cisza.
Miały dni,
tygodnie, a Percy nadal się nie obudził. Nico prawie cały czas przy nim
siedział. Prawie nie spał i nie jadł. Od czasu do czasu Nancy przynosiła mu coś
do zjedzenia i dotrzymywała mu towarzystwa.
Pewnego dnia
Nancy przyszła wyraźnie zaniepokojona i zmartwiona. Usiadła obok Nica i przez
chwilę wpatrywała się w Percy’ ego. Syn Hadesa dostrzegł nawet łzy w oczach Nancy.
-Co się stało?- zapytał.
Pomyślał nawet, że może ją uznano, albo, że bardzo
przejmuję się swoim nieokreślonym pochodzeniem.
-To… coś strasznego Nico. Za dziesięć minut mają go
odłączyć. Miałam Ci powiedzieć, że masz teraz czas, się z nim pożegnać. Will
zbadał go, podobno jego mózg nie wykazuje żadnych oznak życia. Przykro mi.
Naprawdę.
Po czym wyszła.
Nico nie mógł uwierzyć w to co właśnie usłyszał. Uniósł rękę i zakrył usta
tłumiąc szloch. Następnie z jego oczu popłynęły strugi łez. Złapał rękę Pery’
ego. Była zimna jak lód.
-Percy, ty musisz żyć!! Pamiętasz? Obiecałeś! Obiecałeś,
że wszystko będzie dobrze!!!-krzyczał.
Płakał cały czas,
jak dziecko. Uniósł dłoń Percy’ ego i przyłożył do swojego policzka.
-Percy, błagam. Masz już mało czasu. Ocknij się! Masz
żyć! -szlochał-Percy ty MASZ żyć.
Następnie puścił
jego rękę i oparł głowę na jego torsie.
-Ja cię kocham! Ja bez ciebie nie mogę żyć!
Percy słuchał
próśb z żalem. Mocniej kopał ścianę dzielącą jego od rzeczywistości. Tak bardzo
chciał żyć, tak bardzo chciał zobaczyć jeszcze jeden uśmiech przyjaciela.
Chciał płakać, chciał krzyczeć. A od życia dzieliła go jakaś cholerna ściana!!!
Niestety po
chwili wszedł Chejron.
-Nico- powiedział ze łzami w oczach- Przepraszam ale
musimy. Żyjący heros już dawno by się obudził.
Jednak syn
Hadesa nie pozwalał i cały czas odpychał osoby chcące wyłączyć maszynę.
-Nie!- wrzasnął-Ja nie pozwolę!!!
-Czekajcie-powiedział cicho Will- Spójrzcie na Percy’
ego.
piątek, 17 kwietnia 2015
Chłopiec, który pokochał nie tego co trzeba... Rozdział 4
Bardzo wszystkich przepraszam, ale uszkodzenie mojego komputera znikło dzięki informatykowi zza płotu.
Dobrze proszę
państwa- powiedział do tłumu Leo- Dziękujemy za tą troskę ale Percy nic nie
pamięta, więc dziewczyny wychodzimy, bo raczej go w tym stanie nie poderwiecie,
a panowie raczej nie zyskacie kumpla i nie staniecie się popularni w obozie.
Tak więc dziękujemy, wychodzimy.
Wszyscy obozowicze wyszli, pozostawiając przyjaciół i
Percy’ ego samych. Nikt nie wierzył w to co właśnie się stało. Jedynie Annabeth
i Nico nie czuli jedynie smutku, rozgoryczenia, żalu…
Annabeth się wręcz cieszyła, będzie mogła znów
odzyskać Percy’ ego. „Przecież on się nie dowie”- pomyślała Annabeth.
Nico był smutny.
Czuł jednak ulgę wiedząc, że Percy nie pamięta tego co się stało.
Głuchą ciszę
przerwało wejście Will’ a z domku Apolla.
-Co się dokładnie stało?- zapytał wpatrując się w syna
Posejdona.
-Nico przy tym był-powiedziała Piper.
Syn Hadesa czuł
się lekko zmieszany. Niektórzy mogli pomyśleć, że to on walnął go konarem w
głowę… Jednak odrzucił tą myśl, ponieważ był zbyt chudy, by tak ktoś pomyślał.
-Percy wysłał do mnie Iryfon’ a…- zatrzymał się i
popatrzył na Annabeth wzrokiem, dzięki któremu od razu zrozumiała, że Nico wie
o wszystkim.- Nagle runęła na niego gałąź, a ja przeniosłem się na miejsce
cieniem…
Will pokiwał
głową, po czym zbadał Percy’ ego.
-Mmm… Jest gorzej niż się spodziewałem. Percy ma
uszkodzony pewien płat mózgu, który steruję pamięcią. Pamięć odzyska… lub nie…
Ale to nie wszystko, może zajść w śpiączkę… Musi leżeć… Przede wszystkim LEŻEĆ
i się nie ruszać. Jeśli wykona zbyt gwałtowne ruchy, krwiak w jego mózgu może
pęknąć powodując wylew.-wziął głęboki oddech po czym mówił dalej.- Musicie go
karmić… Właściwie to pomagać mu we wszystkim.
Wszyscy stali nieruchomo.
Frank a miał szeroko otwarte usta, a Rachel pociągnęła nosem. Nico’ wi
napłynęły łzy do oczu… Szybko jednak zamrugał by uciekły.
-Ja już was pożegnam-powiedział Will.- Życzę zdrowia
Percy.
Po jego wyjściu
Jason wstał i zaczął mówić:
-Musimy ustalić dyżury przy Percy’ m. Jest nas… Raz, dwa,
trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem… Ośmioro. Wychodzi na to, że każdy
będzie musiał, tu siedzieć tutaj przez trzy godziny każdego dnia. Kto idzie na
pierwszą wartę?
-Ja-powiedzieli jednocześnie Annabeth i Nico.
Po chwili w
pokoju zapadła cisza. Nico zarumienił się. Jednak krępującą ciszę przerwał
Percy.
-Eeeee dobra, STOP. Wy mi sikać też będziecie pomagać?
–zapytał zdenerwowany.
-Na to wygląda-odpowiedziała Hazel.- Annabeth, Nico… Nie
obrazicie się jeśli to jednak ja przejmę wartę?
Oboje pokiwali
przecząco głową.
-Dobra za trzy godziny ja przychodzę-powiedziała do Nica
Annabeth z odrobiną gniewu.
Gdy wszyscy
wyszli, Hazel opowiedziała dosłownie wszystko Percy’ emu(prócz incydentu z Nico
i Annabeth).
-Czyli ta blondynka to moja dziewczyna?- zapytał.
-Tak… to znaczy nie… Zerwałeś z nią wczoraj tuż przed
wypadkiem, dlatego bo … Myślę, że jednak sami to ustalicie.
-Nico zaczekaj- Annabeth
krzyknęła do niego po wyjściu od Percy’ego.
Syn Hadesa nie miał pojęcia o co jej chodzi.
-Słuchaj… ja wiem co zdarzyło się po imprezie… Ty też
wiesz dlaczego Percy mnie zostawił. Zawrzemy układ? Nikt z nas nie powie
tajemnicy drugiej strony. W ten sposób mamy równe… -przerwała by wziąć głębszy
oddech-szanse.
Nica zamurowało. Nie wiedział czy mówi ona na serio czy
nie. Ale najbardziej dziwiło go to, że Annabeth zgadza się na „walkę” o syna
Posejdona. Mimo wszystko postanowił zgodzić się na taki układ.
Nagle ktoś
krzyknął:
-Jakaś nowa przyjechała!
Nico czym prędzej pobiegł w stronę, z której dobiegał
głos. Aż dziwne ale za, każdym razem gdy przyjeżdżał nowy obozowicz, miał
nadzieję, że to jego rodzeństwo… Kochał Hazel ale wiedział, że nie jest do
końca jego przyrodnią siostrą. Niby rzymska, a grecka forma ale Nico czuł tą
różnicę.
Syn Hadesa bardzo
zdziwił się gdy zobaczył nowego przybysza. Była to dziewczyna, która miała
mniej-więcej czternaście lat. Była całkiem wysoka i odrobinkę pękata, ale
bardzo ładna. Pod ramię trzymała satyra, który nie miał jednej ręki.
Ubrana była w obszarpane ubrania, a cała
umorusana była ziemią. Jej włosy przypominały w barwie mleczną czekoladę.
Jednak oczy dziewczyny go przeraziły… Były prawie takie same, jak u Percy’ ego.
Może bardziej niebieskie. Po policzkach spływały jej łzy…
-Will! -krzyknął
ktoś z doku Nemezis- Zajmij się Alex’ Em!!!
Nico zaś popędził do dziewczyny. Wydawała się taka
bezbronna.
Kiedy zdjęli jej
z barków satyra. Upadła za ziemię, ale Nico ją w porę złapał. Gdy spojrzał w
jej oczy… ujrzał strach… Sam tak się czuł gdy był mały… Właściwie to w tej
dziewczynie widział siebie.
-Jak się nazywasz?- zapytał najłagodniejszym głosem jak
potrafił.
-Nancy-powiedziała słodkim głosem.
-Dobra Nancy. Ja jestem Nico. Jesteś bezpieczna, nikt cię
nie skrzywdzi.
-Myślę, że nikt
nie dał rady by jej skrzywdzić-odezwał się w końcu satyr Alex.
Wszyscy popatrzyli na niego pytająco.
-Co masz na myśli? -zapytał Jason.
-Zaatakowały nas trzy Empuzy. Odcięły mi rękę i próbowały
ją zabić ale… Ale ona zaczęła mówić i nagle
wszystkich w około nawiedził strach… Następnie starała się by poczuły gorycz…
Załatwiła je psychicznie.
Wszyscy
oniemieli.
Nikt od parunastu
dni nie wiedział, kim właściwie jest boski rodzic Nancy. Powstawały różne
teorie na temat jej pochodzenia.
Większość
myślała, że jest od Afrodyty, bo była po prostu piękna. Ale bycie urodziwym
wcale nie oznaczało, że większość obozowiczów jest za boginią miłości. Ona… umiała
sterować mową emocjami… Nie było to podobne do czaromowy Piper. Nie zmuszała nikogo,
by ktoś zrobił coś co chciała. Mówiła i jeśli chciała, nagle czuł emocje,
których by się nie spodziewał w danej chwili.
Duża część
uważała, że jest córką Apolla. Wszystko robiła perfekcyjnie-strzelanie z łuku,
rysowanie, malowanie, śpiewanie… „Jezu jak ona pięknie śpiewa” -pomyślał Nico.
Oprócz tych wszystkich talentów opowiadała piękne historię… Wszyscy przed ciszą
nocną zbierali się w domku Percy’ ego, by on też mógł wysłuchać opowiadań
Nancy.
Cała resztą była
za Hermesem, Ateną(była równie inteligentna jak Annabeth) lub Morfeuszem. Ale
Nico podejrzewał że może ona być siostrą Percy’ ego. Te oczy… i poczucie
humoru. Uśmiech… identyczny.
Bardzo zaprzyjaźnił
się z Nancy. Niektórzy nawet myśleli, że z nią chodzi (co przyprawiało go o
dreszcze). Bardzo jej współczuł, że jest jeszcze nieokreślona.
-Nie jesteś
smutna z tego powodu? -zapytał Nico.
-O nie-zaśmiała się Nancy-Miło mi, że mam tyle dobrych
stron, że nie możecie mnie rozpoznać. A ten kto jest moim rodzicem najwyraźniej
czeka na dobry moment. Teraz ja mam do ciebie bardzo ważne pytanie.
-Słucham cię badawczo-zaśmiał się Nico. Zadziwiało go jak
często używała tego sformułowania.
-Kochasz Percy ’ego?- zapytała delikatnie.
Nica zamurowało.
To było aż tak widać? Poczuł, że robi się czerwony jak burak. Nancy byłą bardzo
bystra, mogła to już wiedzieć od początku.
-Mi możesz powiedzieć- zawahała się.-Ale jak nie chcesz
to nie naciskam.
-Wiesz, właściwie dobrze i to zrobi, jeśli komuś powiem- westchnął-Tak,
tak właśnie jest.
I wtedy Nancy go
przytuliła.
-Nie martw się.
Nico się uśmiechnął. Nareszcie znalazł kogoś kto go
rozumiał.
-A jak się domyśliłaś?
-Wiesz… Codziennie zrywasz nowe kwiaty i wkładasz mu do
wazonu. Robisz to tylko gdy śpi. Specjalnie wziąłeś nocną wartę, by móc na
niego patrzeć. Wycierasz mu ślinę z brody, gdy śpi… i rumienisz się gdy o tym
rozmawiamy.
-Kurde, ale ty mądra jesteś- zaniemówił.
Percy gubił się
we wszystkim. Z jednej strony dziewczyna, z którą zerwał nie chce mu powiedzieć
dlaczego to zrobił, na dodatek jeszcze próbuje z nim flirtować. Z kolejnej
perspektywy porypanego zdarzenia odwiedzała go matka. Kolejną niesamowitą (ale
też zajebistą) rzeczą było to, że… Jego ojcem był Posejdon!!!
Dziś w nocy nie
mógł spać. Nico zmieniał wartę za Annabeth. Ten chłopak go przerażał, mimo, że
był niski i chudy. Jego czarne włosy kontrastowały z bladą cerą. Do tego
wszystkiego zakładał same czarne ciuchy. Ale mimo to uważał, że jest… słodki.
Zdziwiło go jego
zachowanie. Pierwszy raz nie spał na jego warcie. Gdy syn Hadesa zobaczył Percy’
ego zarumienił się. Trzymał w ręku bukiet kwiatów. „To on mi wymienia kwiaty?
Zawsze myślałem, że Annabeth to robi”- pomyślał.
-Cześć-powiedział
Percy.
-Cze-cześć- wydukał, po czym usiadł na fotelu obok jego
łóżka.-Chcesz coś zjeść?
-Nie dziękuję- uśmiechnął się syn Posejdona.
-Słuchaj uważam że powinieneś coś wiedzieć… To, że
straciłeś pamięć nie oznacza, że mogę cię pozbawiać tak ważnych wspomnień.
I opowiedział mu
całą krępującą opowieść. Przyniósł list w którym Percy pisze, że mu wybacza.
-O kurwa-powiedział syn boga mórz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)